wtorek, 24 czerwca 2014

Erazmusowy dzień w Brukseli

Poniedziałek, 28. czerwca 2014, Bruksela


Dzisiejszy dzień miał się zacząć o 7:30, kiedy to po raz pierwszy miał zadzwonić mój budzik. Tymczasem pierwsza pobudka nastąpiła już półtorej godziny wcześniej. O godzinie 6:00 za moimi oknami Panowie robotnicy przeprowadzający remont ulicy postanowili powiercić dziury młotem pneumatycznym. Nie mam pojęcia dlaczego zachcieli robić to akurat w poniedziałek z samego rana – zwłaszcza, że taka godzina w Brukseli to jeszcze środek nocy. Większe ilości ludzi na ulicach zaczynają pojawiać się dopiero około 8:00, gdyż mało kto zaczyna w Belgii pracę przed tą godziną. Nie pomogło zamknięcie okna ani ściągnięcie nocnej lampki ze stolika (która wprawiona w drgania obijała się o ścianę). Około 7:00 poddałam się i stwierdziłam, że ta pobudka to znak, że czas wstać wcześniej i dokończyć czytanie artykułu na temat Computing on-demand, na który nie starczyło mi już sił wczorajszego wieczoru.

Kalendarz :-)
Gdy wyszłam z łazienki po porannych rytuałach moja współlokatorka Zuza odhaczała właśnie kolejny dzień na wykonanym przez nią kalendarzu, wiszącym na naszej lodówce. I tak ze statystyk Zuzy, które prowadzi już od dwóch miesięcy, wynika że: do ostatniego egzaminu, czyli upragnionego końca sesji, pozostało nam 5 dni, do powrotu do Polski 11, a w sumie jest to mój 123 dzień pobytu na Erasmusie w Brukseli.


Część materiałów na egzamin
Około 9:00 wyruszyłyśmy w kierunku VUB (Vrije Univeristet Brussel) by przed egzaminem z Information System Strategy & Management  wydrukować jeszcze brakujące materiały.  To już czwarty nasz egzamin na tej uczelni, jednak pierwszy ustny w formule open-book. Metoda ta polega na tym, że po wejściu na egzamin dostaje się dwa pytania. Czas na przygotowanie do odpowiedzi to godzina, podczas której można korzystać ze wszystkich przyniesionych ze sobą materiałów (wykluczając urządzenia elektroniczne), do ostatecznej odpowiedzi podchodzi się już z jedną kartką własnych notatek i trzeba przez 5 min odpowiadać na zadany temat. Proste? Nie do końca J Materiał z tego przedmiotu i pytania dotyczą przede wszystkim zrozumienia omawianych zagadnień, czego bez wcześniejszej lektury artykułów, raczej nie da się osiągnąć podczas godziny przygotowań.


Bardzo zielony teren
kampusu VUB w kwietniu 
Około pół godziny po południu zaczęłam walkę o swoje 60% oceny z tego przedmiotu (pozostałe 40% zdobywaliśmy już wcześniej robiąc grupowy projekt). Musiałam rozpoznać dwa wykresy i o nich opowiedzieć. Jeden dotyczył systemu COBIT (Control Objectives for Information and related Technology) i jego nawiązania do zagadnień Business/IT alignment. W drugim pytaniu miałam omówić macierz IT Portfolio Risk – opisującą zależność wielkości realizowanych projektów z korzyściami jakie mogą przynieść i ryzykiem jakie ze sobą niosą.  Po minie Profesora ciężko było określić czy moje odpowiedzi są wystarczające, gdyż do wszystkich studentów tak samo sympatycznie się uśmiechał ;) Oficjalne wyniki dopiero za dwa tygodnie.

Gdy wracałam do domu czułam wielką ulgę, że już większość egzaminów za mną. Postanowiłyśmy z Zuzą zrobić sobie małą nagrodę, którą dziś stanowiły lody ze speculoosem – belgijską odmianą piernika, który występuje w większości słodkich belgijskich przysmaków (gofry ze speculosem, krem do kanapek,  tiramisu, czekolada itd.).



W domu włączył mi się tryb nadrabiania zaległości po trzech dniach nierobienia nic innego niż siedzenie nad książkami. Posprzątałam w szafce, umyłam podłogę i usiadłam do komputera. Za nim zaczęłam odpowiadać na maile harcerskie obejrzałam wykład na temat 8 źródeł radości https://www.youtube.com/watch?v=837dpjuqsPM.  Później wzięłam się za poprawianie zadań kursantkom Kursu Metodyki Harcerek Ekwinokcjum 2014 oraz zadzwoniłam do taty z życzeniami w Dniu Ojca.

Potem wpadły Juliette i Veronika – moje kuzynki, sąsiadki, które mieszkają w Belgii od urodzenia, ale ich mama jest Polką. Dziewczyny mają już wakacje dlatego tylko czekają, kiedy nie będziemy się uczyć i będą mogły do nas wpadać. Dziś zrobiłyśmy razem budyń i zagrałyśmy w Znaj Znak – dla nich, które polskiej historii uczą się tylko w sobotniej szkole polskiej to naprawdę wartościowa rozrywka.


Wieczorem (który w Belgii jest przedłużony bo ściemniać zaczyna się grubo po 22) jeszcze krótkie rozgrywki w kosza na Drogenbosie. Drogenbos to wioska pod Brukselą (ale według definicji mojego taty, który odległość mierzy tym czy dojeżdża gdzieś tramwaj, i tak blisko centrum) pena urokliwych zakątków jak sosnowy las czy park ze stawem, w którym żaby wygrywają nocą przepiękne koncerty. Po powrocie do domu zajrzałam do notatek z Global Banking – przedmiotu z którego czeka mnie w sobotę ostatni egzamin ustny (tym razem close-bookL) i stwierdziłam, że bliżej przyjrzę im się dopiero jutro ;).


Przed snem jeszcze rozmowa na Skajpie z Olą, która zdała mi między innymi relacje z rozpoczynającego się właśnie w Skawinie Tygodnia Teatralnego, w którym nie mogę uczestniczyć ani jako widz, ani jako aktor, pierwszy raz od zapoczątkowania tradycji tego wydarzenia – czyli 11 lat.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany udziałem to zapraszam: http://www.ckis.pl/nuda-nic-sie-nie-dzieje-umrzec-mozna-niewatpliwie-takie-slowa-uslyszymy-podczas-xi-skawinskego-tygodnia-teatralnego--dlaczego--sprawdzmy-sami,81,1517,start.html

Na zakończenie dnia przyszedł czas na lekturę Ewangelii przyporządkowanej dzisiejszej dacie (to mój nowy codzienny rytuał – polecam nie tylko do realizacji kolejnych stopni) Z dzisiejszego komentarza do najbardziej spodobało mi się stwierdzenie, że współczesny świat potrzebuje bardziej świętych niż reformatorów (to tak apropo wytykania innym drzazgi w ich oczach, a nie dostrzegania belki we własnym).


 
Zachód słońca w jednym z moich ulubionych
miejsc w Brukseli - przy panoramie miasta na Luise
I znów dzień kończę grubo po północy, mam tylko nadzieję, że Panowie robotnicy jutro rano będą bardziej łaskawi… 






phm. Barbara Mioduszewska HR

Hufcowa Hufca Harcerek Kraków-Podgórze,
Studentka IV roku MSG na UEK, aktualnie na półrocznym Erasmusie w Brukseli

sobota, 21 czerwca 2014

Długi piątek zamiast długiego weekendu


Budzik wcześnie – drzemki co 5 minut – chwilę biję się z myślami, czy nie przyjść dziś do pracy wcześniej, ale nie – skoro niektórzy mają długi weekend, to ja pozwolę sobie na spokojny poranek.  6.56 wyskakuję z łóżka, a do pracy w takim idę dziś na 9. W roli śniadania 3 naleśniki z jabłkami, które wczoraj dała mi babcia. Prysznic – soczewki – zęby – włosy w ręcznik – można jeszcze na chwilę siąść na łóżku i poczytać książkę, która wciągnęła mnie od wczoraj. „Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła” – biografia króla polskiej komedii autorstwa Macieja Replewicza zawiera sporo anegdot, ciekawostek dotyczących filmów, informacji historycznych i zdjęć. Zatapiam się w lekturze… Ups, chyba czas wyjść! Książka na cały dzień zostaje na łóżku.


7.55 – z biblioteczki rodziców porywam kryminał Agathy Christie, lecę zrobić się na bóstwo – oczywiście łazienka jak zawsze zakrzywia czasoprzestrzeń, wchodzę na minutę, a tu 8.11. Pocieszam się, że długi weekend to mały ruch. I mało tramwajów. I remonty też nie takie uciążliwe. Tylko jaki mamy dziś rozkład? No tak, sobotni, 52 będzie jechało o 8.30. Powinnam zdążyć. Będę miała 25 minut na poczytanie o tajemniczym morderstwie na polu golfowym.

8.58 – siadam przy biurku, wyciągam z szafek teczki i segregatory, którymi będę dzisiaj się zajmować. Pracuję przy administrowaniu ubezpieczeniami dla klienta niemieckiego. W korpo, na wielkim open space J dzisiaj zamiast szumu setek głosów słyszę pojedyncze rozmowy tych, którzy nie korzystają ze święta. Atmosfera jest luźna, ale postanawiam z niej skorzystać dopiero, gdy wykonam zadania na dzisiaj. Wysłać listy do klientów – napisać maile – wgrać dane do systemu – sprawdzić maile odebrane – uzupełnić arkusze w Excelu  - klasyczne, biurowe  zajęcia. Przerywane, gdy ludzie podchodzą korzystać ze znajdującej się za moimi plecami drukarki. Jeden z kolegów postanawia uciąć sobie przy okazji pogawędkę na temat planów weekendowych, która kończy się rozważaniami na temat krakowskich kopców i zdolności naszych przodków do tworzenia wielkich budowli, które wytrzymują walkę z niszczącym je czasem. Bo nie wiem, czy wiecie, ale z krakowskich kopców najwięcej problemów sprawiają te, które zostały wybudowane niedawno – osuwają się. Słowianom zamieszkującym tereny obecnego Podgórza lepiej wychodziło stawianie ziemnych kopców.

13.20 – w przerwie ustalam z panią z PKP, kto może odebrać bilety na wyjazd na obóz.

17.00 – wychodzę z biurowca. Po drodze mija mnie elektryczny autobus. Z WIEDNIA! :)

Udaję się na ulicę Długą. Na początku sierpnia moja przyjaciółka z dzieciństwa bierze ślub, a ja nie mam na niego sukienki! Teoretycznie mam mniej niż godzinę do zamknięcia sklepów, ale przez ten czas mierzę aż 4 kiecki. Już widzę, że znalezienie takiej, która będzie mi odpowiadała, będzie długie. Nic to, mam jeszcze miesiąc! Ale jeśli ktoś może polecić mi miejsce, gdzie można kupić ładne sukienki w stylu lat 60. w sensownej cenie, to chętnie przygarnę namiary :) Długa to interesująca ulica – można tam znaleźć wiele sklepów, dziwnych małych barów, lokali usługowych, ale przede wszystkim jest tam chyba najwięcej w Krakowie miejsc związanych ze ślubami. Niektóre dosyć dziwne:



A ta tablica wywołała uśmiech na mojej twarzy:



18:07 – na Basztowej LOT tramwaj będzie dopiero za 18 minut (sobotni rozkład!), toteż decyduję się pójść przez Rynek pod Pocztę, po drodze wstępując na lody na róg Sławkowskiej i św. Tomasza – wraca wspomnienie z dzieciństwa, gdy zabierał mnie tam dziadzio! Przechodzę przez Rynek (zaskoczenie, skończyli remontować kamienicę po Empiku, logo Zary już widnieje na fasadzie!) plac Mariacki, a na Małym Rynku wita mnie masa straganów oraz występująca na scenie pani w stroju ludowym.  Pani ma gadane, gwarą barwnie opowiada dowcipne anegdotki, zebrani pod sceną zanoszą się śmiechem, a gdy mówczyni przerywa, sięgając po coś do picia, nagradzają ją gromkimi brawami.

18.28 – no proszę, spotkałam się z tramwajem pod Pocztą Główną :) przez 23 minuty drogi na Ruczaj dowiaduję się, kto zabił.

18.55 – powrót do domu – maile – książki – szydełko – blogi – ale może warto sobie przypomnieć, że jednak jest sesja? Dobra, najpierw dodziergam do narzuty te 2 kwadraty, które leżą na stoliku. Już mniej-więcej 245/300 elementów za mną, narzuciłam sobie dodawanie jednego kwadratu dziennie, w tym tempie został mi jakiś miesiąc-półtora do końca.
Narzuta, podgórska torba, podgórski kubek i kawałek szydełkowej serwetki :)

21.06 otwieram zdjęcia z gazet, na podstawie których ma powstać moja praca zaliczeniowa na temat procesu kurii krakowskiej. Mały problem ze zdjęciami – gazety z lat 50. mają format powyżej A3, drukowany do tego malutkimi literkami. Artykuły są pocięte na kilka części i to raczej nie idących z biegiem tekstu :) w przerwie telefon od rodziców z relacją z wycieczki.  Udaje mi się przeczytać kilka dni relacji z procesu na łamach „Dziennika Polskiego” i posegregować zdjęcia w folderze, co wbrew pozorom jest bardzo istotne – najgorzej, gdy szukasz jednego artykułu w 300 jednakowo wyglądających na miniaturze obrazach!

23.26 postanawiam pójść spać – dwugodzinna drzemka przed kolejnym punktem dnia… Albo raczej płynne przejście z piątku w sobotę :) udaje mi się wstać o 2.15. Szybki prysznic na start soboty i udaję się (okrężną drogą, bo muszę zgarnąć z centrum Sękową) na kopiec Krakusa. Po drodze wstępujemy z Kasią do czynnych sklepów aby zdobyć coś do picia.

Stowarzyszenie PODGÓRZE.PL już po raz dwunasty organizuje wspólne witanie słońca na początek najdłuższego dnia w roku. Wychodzimy na wierzchołek, na którym razem z nami znajduje się co najmniej 50 innych osób (w tym Ania Hajduk z rodziną! Co za miła niespodzianka!), rozkładamy kocyk, otwieramy parasol i zwrócone twarzami w kierunku wschodnim wypatrujemy, które ze światełek jest tym właściwym. Oczekiwanie na wschód (który powinien mieć miejsce dokładnie nad kopcem Wandy) umilają tybetańskie gongi. Zmieniające się światło, podnosząca się mgła i zanikające latarnie tworzą naprawdę niesamowitą atmosferę oczekiwania i spokoju. A jak pięknie wyglądają wyłaniające się z mgły krakowskie kościoły i Wawel! Za rok KONIECZNIE biorę ze sobą porządny aparat.

Niestety, słońce ukryło się za chmurami, więc symboliczne odliczanie i powitanie go brawami nastąpiło już po faktycznym wschodzie. Na pamiątkę każda z nas dostała okolicznościowy certyfikat.

Powrót do domu, herbata na rozgrzanie… Jest godzina 6.35, czas rozpocząć długą sobotę! To będzie dobry weekend!

pwd. Aleksandra Mróz HR
zawód wykonywany – asystent ds. administracji ubezpieczeń, zawód zdobywany – historyk
wicehufcowa
Hufiec Harcerek Kraków-Podgórze

piątek, 20 czerwca 2014

...

Nie wiadomo od czego zacząć… Może od czegoś co w ostatnim czasie zdominowało moje życie, czyli nauki. Jest środek sesji  i jestem zestresowana, niewyspana i mega nie ogarniam :P Ostatnie 3 dni poświeciłam całkowicie anatomii, w ramach dni powtórkowych siedzieliśmy w prosektorium 4h dziennie. Może to wszystko przez formalinę… :D  Ale na szczęście codzienne zaciąganie się nią przez ostatnie dni poskutkowało, bo dzisiaj zdałam szpilki!! (praktyczny z anatomii) Strasznie się cieszę, ale niestety ulgi nie ma za wiele, bo już w poniedziałek czeka mnie sto razy gorsza teoria, więc nikt nawet nie myśli o świętowaniu zaliczenia tylko wszyscy wracają do domu i kują dalej ;)
Na dodatek całkiem niedawno zainstalowałam sobie Spotify na komputerze, i uzależniłam się od muzyki. Pierwsze co robię po powrocie do domu to włączam muzykę. Nawet ucząc się muszę mieć w tle jakiś grający smęt. A jak puszcze coś szybszego to od razu zaczynam nucić, bujać się i od razu się rozpraszam ;P ale i tak to robię! A co w tym najbardziej lubię? Odkrywać nowe wspaniałe piosenki, które na jakąś chwilę stają się moimi ulubionymi a za chwile zastępują je inne, Jeśli ktoś ma coś nieznanego godnego polecenia to chętnie przygarnę ;) A to kilka ostatnio ulubionych ode mnie:

Wczoraj kończąc naukę o 1 w nocy niemądrze weszłam na filmweba i czego się dowiedziałam? Za 5 min zaczyna się film Twin Peaks. Film , nie serial. Kiedyś próbowałam oglądać serial ale strasznie mi się zacinał na komputerze i zostawiłam to, ale nadal i wciąż czułam że to coś co muszę obejrzeć. Niezbyt roztropnie włączyłam telewizor no i zarwałam trochę nocy (nie na anatomie niestety :P) Wspominam o tym bo nadal jak sobie nucę piosenkę bujając się nad książką, to w tym całym rozproszeniu gdy przestaje się skupiać zaczynam myśleć o tym filmie, bo… był .. nie wiem jak go określić.. wyjątkowy? Niesamowity. Naprawdę warty obejrzenia polecam. Chociaż z drugiej strony żałuje bo chyba teraz oglądanie nie ma sensu bo znam całą tą tajemnicę Laury Palmer. A tak na marginesie-nie wiedziałam że na TVP Kultura lecą takie hity. Naprawde codziennie dobre filmy. To zaczyna być mój ulubiony kanał :D

W ogóle! W tym tygodniu na UEku był organizowany taneczny event-Dance Wave. Ostatnio zakochałam się w nowym stylu tanecznym-reggeatonie i właśnie na takie warsztaty chciałam pójść, ale stało się coś niespodziewanego dla mnie :D Na tyle jestem zestresowana egzaminami że każde wyjście z domu  to dla mnie wyrzuty sumienia. Reggeaton poszedł więc w odstawkę a ja siedziałam z nosem w książkach ;) - Dla fanatyków tańca <3 https://www.facebook.com/DanceWaveUEK/photos/a.865079933508395.1073741828.206457766037285/865079980175057/?type=1&theaterhttps://www.youtube.com/watch?v=4gKKqmw_XP8)

Dzisiejszy dzień zaliczam raczej do udanych tym bardziej że byłam świadkiem wspaniałomyślności rzadko spotykanej w Krakowie- biegliśmy ze znajomymi na tramwaj po egzaminie żeby nie czekać 20 min na kolejne 24. A tramwaj mimo że zaczął odjeżdżać, zatrzymał się o otworzył drzwi. Taka przyziemna rzecz a cieszy. Tak samo jak gdy mijający się tramwajarze lub autobusiarze machają do siebie! To przeurocze J

Chciałabym na koniec pozdrawić z  tego miejsca Dagę, Obdzię i Dorkę, Czakutę Olę i Paca, Witczyna i Wałka za sesyjne zmagania, Bartuzi która znalazła mój telefon(<3), Were ulubionego hipstera, Małysza słuchającą codziennie moich jęków, Anie S. wprowadzającą mnie w kangurową dokumentacje (z dedykacją równie często :D https://www.youtube.com/watch?v=w5tWYmIOWGk ) no i oczywiście całą Groteskę, szczególnie Sowy :*

Ewa Makieła

Drużynowa Groteski 15

czwartek, 12 czerwca 2014

Do dwóch razy sztuka


W moim życiu nigdy nic nie idzie łatwo. Przecież doskonale o tym wiem, a mimo to ciągle o tym zapominam. Kiedy wczoraj okropnie zmęczona postawiłam kropkę na końcu ostatniego zdania mojego wpisu wszystko zniknęło gdzieś między ctrl V a Crtrl C.
Emocje po wczorajszej stracie już mi opadły zatem podchodzę do zadania kolejny raz i mam nadzieję, że ostatni :)
Środa jak kiedyś powiedziała mi Kasia Rydel to taka mała sobota, wówczas mnie nie przekonała, gdyż sobota w moim życiu nie różni się niczym od pozostałym 5 dni tygodnia.
Ostatnimi czasy jednak środa była lżejsza, była dniem wolnym po pracy. Wczorajsza środa (nie)stety się wyłamała. Rano idąc do pracy pomyślałam sobie, że to będzie dobry dzień wszak mam nową piękną biała torebkę! A jak wiemy nowe buty czy nowa torebka to gwarancja dobrego nastroju:)
W Kangurze dzień jak co dzień czyli przebijanie się przez dokumentacje projektu dzień... kolejny. W gratisie na obiad kotlet z kaszy, sok z marchwi na koszuli i folia bąbelkowa na odstresowanie:)
Żeby nie tracić czasu na przemieszczanie się preferuje ostatnio spotkania za rogiem czyli u Frani ( to bardzo ułatwia sprawę szczególnie w takie dni kiedy jestem umówiona "na jutro", a  jutro okazuje się u mnie innym dniem niż u normalnych ludzi. Pozdrawiam w tym miejscu Malwinę i Huberta:)
Dlatego wczorajsze popołudnie i wieczór spędziłam właśnie u Frani. Na dobry początek ploteczki przy lemoniadzie z Agatą :) Później odbyłyśmy z Kasią spotkanie z cyklu " ze Szczepowymi" i wczoraj był czas Szarej 7. Dowiedziałyśmy się wielu ciekawych rzeczy o tym środowisku:) Nie wszystko mogę zdradzić, ale mają czym pływać i  jak na Szarą 7 przystało mają 7 harcówek :) Maja też mądrego Sczepowego, który chętnie wesprze Zarząd Okręgu w przeprowadzaniu windykacji. Jeśli macie coś na sumieniu, nie zdziwcie się jak któregoś dnia Wiewiór zapuka do Waszych drzwi ;) Na koniec dnia powróciliśmy z Kasia i Maćkiem do tematu arkuszy wizytacyjnych. W drodze do domu parę rozmów telefonicznych, a w domu obrażony pozostawiony sam sobie na 15 godzin Ignacy. Dobrze, że kot to przekupne stworzenie dlatego dobrą kolacją i drapaniem za uszkiem można szybko znowu sie wkupić w jego łaski:)
Przed snem jeszcze jedna służbowa rozmowa z Poznaniem i koniec zabieram się za notkę na blogu. A z notka już wiecie jak było ..
Z dedykacją dla Ewy :)  https://www.youtube.com/watch?v=L03JVPaZpyc
 phm. Ania Stawiarska HR

wtorek, 10 czerwca 2014

Miał być święty spokój... ?

          Gdy miałam tyle lat co nasza Hufcowa (Córeczko, ściskam Cię i całuję), myślałam, że za 25 lat to będzie dobrze: stabilizacja, dzieci odchowane, w pracy doświadczenie i rutyna, święty spokój. Minęło ćwierć wieku… i co?  Nie przewidziałam jednego, że w ciągu tak krótkiego czasu tyle się zmieni, że świat nabierze takiego tempa – komputery, komórki, Internet, a święty spokój to tylko marzenie.

      Ale, czy to źle? Może to lepiej, że mamy tyle możliwości, że świat stoi przed nami otworem,                    że możemy zwiedzać różne jego zakątki.

     Za mną (ale i przede mną też) bardzo intensywne dni. W piątek wieczorem wróciłam z trzydniowej wycieczki do Warszawy. Byłam tam ze swoją klasą -trzecią gimnazjum. Okazało się, że były to bardzo przyjemne chwile, a „moje” dzieciaki  to bardzo sympatyczne, wesołe i odpowiedzialne nastolatki (choć nie będące harcerzami ani harcerkami). W sobotę wyprawa pod Tarnów, do bardzo sympatycznej gajówki Pogodnego Puszczyka i spotkanie Kręgu Czarnego Dębu (i mnóstwo komarów). A w niedzielę msza święta w Kościele pod wezwaniem Błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tarnowie  i odsłonięcie tablicy upamiętniającej 27 rocznicę spotkania harcerzy z Ojcem Świętym Janem Pawłem II i przekazania Mu roty Przyrzeczenia Harcerskiego. A potem konferencja, film i spotkanie z ludźmi – legendami krakowskiego i polskiego harcerstwa. Dla mnie, osoby, która przed laty nie uczestniczyła  w tych wydarzeniach, bo myślała o założeniu rodziny, było to niezwykle ciekawe doświadczenie, choć niektóre historie były mi już znane.

     Teraz kilka dni w pracy, również bardzo intensywnych, wszak koniec roku szkolnego tuż, tuż, a niektórzy teraz sobie przypomnieli, że wypadałoby przejść do kolejnej klasy. A w czwartek wieczorem wyprawa do Brukseli!  Co przyniesie? Przede wszystkim spotkanie z Basią, rozmowy (pewnie niezbyt długie, bo Basia w poniedziałek ma egzamin), planowanie wakacji, zwiedzanie, spotkania z nowymi ludźmi….  Cieszę się bardzo na ten wyjazd i nie mogę doczekać spotkania Hufcową!


Czuwaj!

phm Aleksandra Mioduszewska HR
(Szczepowa Skawińskiego Szczepu Kognia)

piątek, 6 czerwca 2014

Czwartek wg przyszłej mgr inż

Uff, tata przeczytał wysłanego przeze mnie w nocy smsa i radośnie budzi mnie przez telefon. W wyjątkowe dni, gdy muszę wcześniej wstać korzystam z pomocy zewnętrznej, aby na pewno nie zaspać. Moja współlokatorka z tego co słyszę idzie w zaparte tak jak ja, przekręca się z boku na bok i wciska drzemkę. No nic, czas wstawać.

Pierwsza bolączka dnia - rower czy tramwaj? Z wielkim smutkiem wybieram to drugie, bo kalkuluję, że mam 15 minut mniej do wyjścia... Cóż, dziś prezencja i wygląd wygrywają. Początkowo zastanawiam się, jakimi zasadami kierują się rekruterzy zapraszając na rozmowę kwalifikacyjną, ale po braku jakichkolwiek wniosków porzucam tę uroczą myśl. Jak mówi bohater książki, którą teraz czytam "jest, jak jest, i będzie, co będzie"... i źle na tym nie wychodzi...

Podróż tramwajem poświęcam na ostatnie powtórki przygotowując się do rozmowy... potem biurowiec, wejście, dzień dobry, bardzo mi miło, kilka słów o sobie, to może in english, szybkie przejście do meritum - grad pytań i zadań testowych, wiedzowych i analitycznych, zadania na logikę i szukanie błędów. Po 45 minutach jakże konstruktywnej rozmowy i wyjaśnieniu sobie kluczowych dla stanowiska spraw i celu tego spotkania, niewerbalnie dochodzimy do wniosku, że chyba jednak oni szukają innego kandydata, a ja pracodawcy, i mimo że pada sztampowe "odezwiemy się do Pani" w odpowiedzi uśmiecham się z miną pod tytułem "i tak wszyscy w trójkę wiemy jaka będzie odpowiedź";).

Aby nie tracić czasu w drodze powrotnej robię listę rzeczy do zrobienia na dziś i jutro, a że lista jest dłuższa niż przypuszczałam, zabieram się prawie od razu do roboty. Prawie, bo dzwoni do mnie Pani, która jako pierwsza mnie rekrutowała ("Pani Aleksandro, proszę nie być złej myśli i tego nie skreślać" - w duchu jest mi miło, że obcy ludzie dbają o mój dobry humor, naprawdę), a jeszcze spotykam dwójkę znajomych pod akademikiem i dzielę się z nimi opowieścią sprzed godziny okrzykniętą tytułem żart miesiąca, więc bądź co bądź odchodzimy w dobrych nastrojach.

W akademiku jak w Forrest Gump - nigdy nie wiesz, co się trafi. Dziś przyszła kolej na odbieranie paczki z HOPRowymi odznakami, sprawdzanie oświetlenia przez elektryków w pokojach i akcja pt. ratuj zalaną łazienkę przez schnące pranie Oli. W międzyczasie dowiaduję się o nowym kontrapasie na Szpitalnej (dzięki, fejsbuk!) oraz dzwoni Ania, co lekko zmienia moje priorytety na najbliższy tydzień i biorę się za klikanie mojej pracy mgr. W tej sprawie komputer wygrywa ze mną 1:0, także poddaję się, zbieram manatki i wsiadam na rower.

Czwartek to taki piękny dzień, w którym należy sobie przypomnieć, jak wygląda moja uczelnia. Szczęśliwie seminarium kończy się trochę wcześniej, więc odhaczam pozycje z listy do zrobienia (sklep pierwszy, drugi, trzeci), po drodze mijam Agę - autorkę wcześniejszego wpisu, lecę z powrotem do pokoju, bo zorientowałam się, że mam nienaładowane baterie w aparacie...
Szybko zrobiony obiad, pogawędka z sąsiadką w kuchni, harcmaile, telefon ustalający szczegóły weekendu, czas wracać na wydział. Tam wita nas winda, która przejawia się ambicjami drapacza chmur.


uczelnia wysokich lotów:)

Zajęcia są jakie są, szczęśliwie szybko mijają, ale dziś miałyśmy inną misję w czasie przerw - zebranie wpisów od znajomych do albumu na urodziny Kasi, która jutro obchodzi swoje święto. Taki sentymentalny prezent na zakończenie studiów... W trakcie zajęć decydujemy się z drugą Kasią na przyspieszenie terminu prezentacji z data mining, ponownie zmieniają mi się priorytety na najbliższy tydzień, nawet zaczynamy się przygotowywać i otwieramy publikację, ale przeczytanie abstractu wystarczyło, abyśmy odłożyły to zadanie na jutro.

Zajęcia z widokiem na kopce


Koniec końców, 20:00 to najwyższy czas na opuszczenie terenu AGH. Po chwili dostaję smsa: "będziesz za 15 minut?". Reorganizuję plany na wieczór, jedyne co mi pozostaje to pożegnać się, przyspieszyć pedałowanie i dyżurować dziś wieczorem w swoim pokoju. Chwilę potem pojawiają się pierwsi urodzinowi wpisywacze, którzy dokładnie wertują album strona po stronie, wpisują się pięknie i od serca, jedni wychodzą, zaraz kolejni przychodzą - wieczór z gośćmi w pokoju - bardzo to lubię:) tu dzwoni Paweł, że on jeszcze w IKEI i czy mam pomysł na prezent ślubny, tu jest marker do oddania, w rozmowie z Beatą wychodzi, że przyjeżdża jej ciocia z Białorusi, dzięki czemu oddaję jej majątek - ok. 18 000 rubli białoruskich pozostałych mi po ostatniej podróży. W głębi serca cieszę się, że pozbywam się tego pliku banknotów (1 PLN = 3330 BYR). Na Białorusi można poczuć się milionerem.

akcja Urodziny - wpisz się i Ty

W tak wspaniałej atmosferze nie czuć ubiegającego czasu, więc nie dowierzam, że jest już 23...
dziś mój dzień na bloga! klik klik klik i tak powstaje ten wpis. Sprawdzam jeszcze raz moją listę do zrobienia, połowicznie pakuję się na jutrzejszy wyjazd i jednak tej pięknej nocy zdecyduję się trochę poklikać mojej pracy mgr. Aby pomóc mojemu komputerowi przetwarzać takie ilości danych muszę powyłączać zbędne programy i przejść w tryb offline...   


Z tego mesha będzie jeszcze kiedyś model 3d:)



Dobrej nocy, dobrego dnia!

pwd. Ola Połączak HR

wtorek, 3 czerwca 2014

Czerwiec... Czas na Podgórze C:

Początek czerwca to jak wiecie nie jest dobry czas dla nas, studentów. Ostatnie poprawki i zdobywanie zaliczeń przyprawiają o zawrót głowy, zwłaszcza, jak prowadzący stwierdzają, że jeszcze jedno kolokwium by się przydało zrobić. 

W miniony weekend na chwilę oderwałam się od tego, angażując się z drużyną w obchody 40 lecia Szkoły Podstawowej nr 25 (przy której działamy nieprzerwanie od 35 lat ). Wspomogli nas harcerze z bratniej drużyny - 3PgDH "Matecznik". Na terenie szkoły odbyła się gra dla wszystkich uczniów, my obstawialiśmy jeden z punktów, który miał zapoznać uczestników z naszymi drużynami, za wykonanie zadania otrzymywali pieczątki, które w całości tworzyły napis "Jubileusz szkoły".


Patrycja, Dorota, Piotr i Zosia

Patrycja - nasza kwatermistrzyni :)


Fragment naszej wystawy.

W poniedziałek wracamy do zwykłego trybu życia, po popołudniowych laboratoriach z instrumentalnych metod analizy idę na zajęcia z hiszpańskiego.  Hola! Que tal? Zawsze zaczytamy od krótkiej pogawędki na temat tego, co nowego się dzieje u nas na wydziale ceramiki. Nasza prowadząca na każdych zajęciach opowiada o wszystkim co jest związane z Hiszpanią, od kultury przez zabytki aż po pogodę, nieustannie porównując ją z naszą polską tradycją. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się tam dotrzeć, to jest moje marzenie od ładnych kilku lat C:
Zdjęcie Madrytu nocą :)

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od zajęć dotyczących odnawialnych źródeł energii. Jest to temat bardzo na czasie i warto wiedzieć, jakie w Polsce i na świecie istnieją alternatywne źródła energii. Warto wspomnieć tutaj o wykorzystywaniu energii słonecznej, geotermalnej, jądrowej, które są jedynie fragmentem rozległego obszaru jakim jest pozyskiwanie energii na świecie.


Jutro natomiast rozpoczynam przygotowania do mojej pracy inżynierskiej, w dużym skrócie - będę badać mikrostrukturę różnego rodzaju powłok zawierających m.in. tlenek krzemu. 
Badania rozpocznę na mikroskopie AFM (mikroskopie sił atomowych), który umożliwia uzyskanie obrazu powierzchni ze zdolnością do rozróżniania pojedynczego atomu dzięki wykorzystaniu sił oddziaływań międzyatomowych. Zapowiada się interesująco :)


pwd. Agnieszka Dąbrowska wędr.
drużynowa 3PgDH "Nawojki" im. J. Potoczek-Pałasińskiej
Studentka III roku Technologii Chemicznej na AGH

Hufiec Harcerek Kraków-Podgórze