czwartek, 12 czerwca 2014

Do dwóch razy sztuka


W moim życiu nigdy nic nie idzie łatwo. Przecież doskonale o tym wiem, a mimo to ciągle o tym zapominam. Kiedy wczoraj okropnie zmęczona postawiłam kropkę na końcu ostatniego zdania mojego wpisu wszystko zniknęło gdzieś między ctrl V a Crtrl C.
Emocje po wczorajszej stracie już mi opadły zatem podchodzę do zadania kolejny raz i mam nadzieję, że ostatni :)
Środa jak kiedyś powiedziała mi Kasia Rydel to taka mała sobota, wówczas mnie nie przekonała, gdyż sobota w moim życiu nie różni się niczym od pozostałym 5 dni tygodnia.
Ostatnimi czasy jednak środa była lżejsza, była dniem wolnym po pracy. Wczorajsza środa (nie)stety się wyłamała. Rano idąc do pracy pomyślałam sobie, że to będzie dobry dzień wszak mam nową piękną biała torebkę! A jak wiemy nowe buty czy nowa torebka to gwarancja dobrego nastroju:)
W Kangurze dzień jak co dzień czyli przebijanie się przez dokumentacje projektu dzień... kolejny. W gratisie na obiad kotlet z kaszy, sok z marchwi na koszuli i folia bąbelkowa na odstresowanie:)
Żeby nie tracić czasu na przemieszczanie się preferuje ostatnio spotkania za rogiem czyli u Frani ( to bardzo ułatwia sprawę szczególnie w takie dni kiedy jestem umówiona "na jutro", a  jutro okazuje się u mnie innym dniem niż u normalnych ludzi. Pozdrawiam w tym miejscu Malwinę i Huberta:)
Dlatego wczorajsze popołudnie i wieczór spędziłam właśnie u Frani. Na dobry początek ploteczki przy lemoniadzie z Agatą :) Później odbyłyśmy z Kasią spotkanie z cyklu " ze Szczepowymi" i wczoraj był czas Szarej 7. Dowiedziałyśmy się wielu ciekawych rzeczy o tym środowisku:) Nie wszystko mogę zdradzić, ale mają czym pływać i  jak na Szarą 7 przystało mają 7 harcówek :) Maja też mądrego Sczepowego, który chętnie wesprze Zarząd Okręgu w przeprowadzaniu windykacji. Jeśli macie coś na sumieniu, nie zdziwcie się jak któregoś dnia Wiewiór zapuka do Waszych drzwi ;) Na koniec dnia powróciliśmy z Kasia i Maćkiem do tematu arkuszy wizytacyjnych. W drodze do domu parę rozmów telefonicznych, a w domu obrażony pozostawiony sam sobie na 15 godzin Ignacy. Dobrze, że kot to przekupne stworzenie dlatego dobrą kolacją i drapaniem za uszkiem można szybko znowu sie wkupić w jego łaski:)
Przed snem jeszcze jedna służbowa rozmowa z Poznaniem i koniec zabieram się za notkę na blogu. A z notka już wiecie jak było ..
Z dedykacją dla Ewy :)  https://www.youtube.com/watch?v=L03JVPaZpyc
 phm. Ania Stawiarska HR

wtorek, 10 czerwca 2014

Miał być święty spokój... ?

          Gdy miałam tyle lat co nasza Hufcowa (Córeczko, ściskam Cię i całuję), myślałam, że za 25 lat to będzie dobrze: stabilizacja, dzieci odchowane, w pracy doświadczenie i rutyna, święty spokój. Minęło ćwierć wieku… i co?  Nie przewidziałam jednego, że w ciągu tak krótkiego czasu tyle się zmieni, że świat nabierze takiego tempa – komputery, komórki, Internet, a święty spokój to tylko marzenie.

      Ale, czy to źle? Może to lepiej, że mamy tyle możliwości, że świat stoi przed nami otworem,                    że możemy zwiedzać różne jego zakątki.

     Za mną (ale i przede mną też) bardzo intensywne dni. W piątek wieczorem wróciłam z trzydniowej wycieczki do Warszawy. Byłam tam ze swoją klasą -trzecią gimnazjum. Okazało się, że były to bardzo przyjemne chwile, a „moje” dzieciaki  to bardzo sympatyczne, wesołe i odpowiedzialne nastolatki (choć nie będące harcerzami ani harcerkami). W sobotę wyprawa pod Tarnów, do bardzo sympatycznej gajówki Pogodnego Puszczyka i spotkanie Kręgu Czarnego Dębu (i mnóstwo komarów). A w niedzielę msza święta w Kościele pod wezwaniem Błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tarnowie  i odsłonięcie tablicy upamiętniającej 27 rocznicę spotkania harcerzy z Ojcem Świętym Janem Pawłem II i przekazania Mu roty Przyrzeczenia Harcerskiego. A potem konferencja, film i spotkanie z ludźmi – legendami krakowskiego i polskiego harcerstwa. Dla mnie, osoby, która przed laty nie uczestniczyła  w tych wydarzeniach, bo myślała o założeniu rodziny, było to niezwykle ciekawe doświadczenie, choć niektóre historie były mi już znane.

     Teraz kilka dni w pracy, również bardzo intensywnych, wszak koniec roku szkolnego tuż, tuż, a niektórzy teraz sobie przypomnieli, że wypadałoby przejść do kolejnej klasy. A w czwartek wieczorem wyprawa do Brukseli!  Co przyniesie? Przede wszystkim spotkanie z Basią, rozmowy (pewnie niezbyt długie, bo Basia w poniedziałek ma egzamin), planowanie wakacji, zwiedzanie, spotkania z nowymi ludźmi….  Cieszę się bardzo na ten wyjazd i nie mogę doczekać spotkania Hufcową!


Czuwaj!

phm Aleksandra Mioduszewska HR
(Szczepowa Skawińskiego Szczepu Kognia)

piątek, 6 czerwca 2014

Czwartek wg przyszłej mgr inż

Uff, tata przeczytał wysłanego przeze mnie w nocy smsa i radośnie budzi mnie przez telefon. W wyjątkowe dni, gdy muszę wcześniej wstać korzystam z pomocy zewnętrznej, aby na pewno nie zaspać. Moja współlokatorka z tego co słyszę idzie w zaparte tak jak ja, przekręca się z boku na bok i wciska drzemkę. No nic, czas wstawać.

Pierwsza bolączka dnia - rower czy tramwaj? Z wielkim smutkiem wybieram to drugie, bo kalkuluję, że mam 15 minut mniej do wyjścia... Cóż, dziś prezencja i wygląd wygrywają. Początkowo zastanawiam się, jakimi zasadami kierują się rekruterzy zapraszając na rozmowę kwalifikacyjną, ale po braku jakichkolwiek wniosków porzucam tę uroczą myśl. Jak mówi bohater książki, którą teraz czytam "jest, jak jest, i będzie, co będzie"... i źle na tym nie wychodzi...

Podróż tramwajem poświęcam na ostatnie powtórki przygotowując się do rozmowy... potem biurowiec, wejście, dzień dobry, bardzo mi miło, kilka słów o sobie, to może in english, szybkie przejście do meritum - grad pytań i zadań testowych, wiedzowych i analitycznych, zadania na logikę i szukanie błędów. Po 45 minutach jakże konstruktywnej rozmowy i wyjaśnieniu sobie kluczowych dla stanowiska spraw i celu tego spotkania, niewerbalnie dochodzimy do wniosku, że chyba jednak oni szukają innego kandydata, a ja pracodawcy, i mimo że pada sztampowe "odezwiemy się do Pani" w odpowiedzi uśmiecham się z miną pod tytułem "i tak wszyscy w trójkę wiemy jaka będzie odpowiedź";).

Aby nie tracić czasu w drodze powrotnej robię listę rzeczy do zrobienia na dziś i jutro, a że lista jest dłuższa niż przypuszczałam, zabieram się prawie od razu do roboty. Prawie, bo dzwoni do mnie Pani, która jako pierwsza mnie rekrutowała ("Pani Aleksandro, proszę nie być złej myśli i tego nie skreślać" - w duchu jest mi miło, że obcy ludzie dbają o mój dobry humor, naprawdę), a jeszcze spotykam dwójkę znajomych pod akademikiem i dzielę się z nimi opowieścią sprzed godziny okrzykniętą tytułem żart miesiąca, więc bądź co bądź odchodzimy w dobrych nastrojach.

W akademiku jak w Forrest Gump - nigdy nie wiesz, co się trafi. Dziś przyszła kolej na odbieranie paczki z HOPRowymi odznakami, sprawdzanie oświetlenia przez elektryków w pokojach i akcja pt. ratuj zalaną łazienkę przez schnące pranie Oli. W międzyczasie dowiaduję się o nowym kontrapasie na Szpitalnej (dzięki, fejsbuk!) oraz dzwoni Ania, co lekko zmienia moje priorytety na najbliższy tydzień i biorę się za klikanie mojej pracy mgr. W tej sprawie komputer wygrywa ze mną 1:0, także poddaję się, zbieram manatki i wsiadam na rower.

Czwartek to taki piękny dzień, w którym należy sobie przypomnieć, jak wygląda moja uczelnia. Szczęśliwie seminarium kończy się trochę wcześniej, więc odhaczam pozycje z listy do zrobienia (sklep pierwszy, drugi, trzeci), po drodze mijam Agę - autorkę wcześniejszego wpisu, lecę z powrotem do pokoju, bo zorientowałam się, że mam nienaładowane baterie w aparacie...
Szybko zrobiony obiad, pogawędka z sąsiadką w kuchni, harcmaile, telefon ustalający szczegóły weekendu, czas wracać na wydział. Tam wita nas winda, która przejawia się ambicjami drapacza chmur.


uczelnia wysokich lotów:)

Zajęcia są jakie są, szczęśliwie szybko mijają, ale dziś miałyśmy inną misję w czasie przerw - zebranie wpisów od znajomych do albumu na urodziny Kasi, która jutro obchodzi swoje święto. Taki sentymentalny prezent na zakończenie studiów... W trakcie zajęć decydujemy się z drugą Kasią na przyspieszenie terminu prezentacji z data mining, ponownie zmieniają mi się priorytety na najbliższy tydzień, nawet zaczynamy się przygotowywać i otwieramy publikację, ale przeczytanie abstractu wystarczyło, abyśmy odłożyły to zadanie na jutro.

Zajęcia z widokiem na kopce


Koniec końców, 20:00 to najwyższy czas na opuszczenie terenu AGH. Po chwili dostaję smsa: "będziesz za 15 minut?". Reorganizuję plany na wieczór, jedyne co mi pozostaje to pożegnać się, przyspieszyć pedałowanie i dyżurować dziś wieczorem w swoim pokoju. Chwilę potem pojawiają się pierwsi urodzinowi wpisywacze, którzy dokładnie wertują album strona po stronie, wpisują się pięknie i od serca, jedni wychodzą, zaraz kolejni przychodzą - wieczór z gośćmi w pokoju - bardzo to lubię:) tu dzwoni Paweł, że on jeszcze w IKEI i czy mam pomysł na prezent ślubny, tu jest marker do oddania, w rozmowie z Beatą wychodzi, że przyjeżdża jej ciocia z Białorusi, dzięki czemu oddaję jej majątek - ok. 18 000 rubli białoruskich pozostałych mi po ostatniej podróży. W głębi serca cieszę się, że pozbywam się tego pliku banknotów (1 PLN = 3330 BYR). Na Białorusi można poczuć się milionerem.

akcja Urodziny - wpisz się i Ty

W tak wspaniałej atmosferze nie czuć ubiegającego czasu, więc nie dowierzam, że jest już 23...
dziś mój dzień na bloga! klik klik klik i tak powstaje ten wpis. Sprawdzam jeszcze raz moją listę do zrobienia, połowicznie pakuję się na jutrzejszy wyjazd i jednak tej pięknej nocy zdecyduję się trochę poklikać mojej pracy mgr. Aby pomóc mojemu komputerowi przetwarzać takie ilości danych muszę powyłączać zbędne programy i przejść w tryb offline...   


Z tego mesha będzie jeszcze kiedyś model 3d:)



Dobrej nocy, dobrego dnia!

pwd. Ola Połączak HR

wtorek, 3 czerwca 2014

Czerwiec... Czas na Podgórze C:

Początek czerwca to jak wiecie nie jest dobry czas dla nas, studentów. Ostatnie poprawki i zdobywanie zaliczeń przyprawiają o zawrót głowy, zwłaszcza, jak prowadzący stwierdzają, że jeszcze jedno kolokwium by się przydało zrobić. 

W miniony weekend na chwilę oderwałam się od tego, angażując się z drużyną w obchody 40 lecia Szkoły Podstawowej nr 25 (przy której działamy nieprzerwanie od 35 lat ). Wspomogli nas harcerze z bratniej drużyny - 3PgDH "Matecznik". Na terenie szkoły odbyła się gra dla wszystkich uczniów, my obstawialiśmy jeden z punktów, który miał zapoznać uczestników z naszymi drużynami, za wykonanie zadania otrzymywali pieczątki, które w całości tworzyły napis "Jubileusz szkoły".


Patrycja, Dorota, Piotr i Zosia

Patrycja - nasza kwatermistrzyni :)


Fragment naszej wystawy.

W poniedziałek wracamy do zwykłego trybu życia, po popołudniowych laboratoriach z instrumentalnych metod analizy idę na zajęcia z hiszpańskiego.  Hola! Que tal? Zawsze zaczytamy od krótkiej pogawędki na temat tego, co nowego się dzieje u nas na wydziale ceramiki. Nasza prowadząca na każdych zajęciach opowiada o wszystkim co jest związane z Hiszpanią, od kultury przez zabytki aż po pogodę, nieustannie porównując ją z naszą polską tradycją. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się tam dotrzeć, to jest moje marzenie od ładnych kilku lat C:
Zdjęcie Madrytu nocą :)

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od zajęć dotyczących odnawialnych źródeł energii. Jest to temat bardzo na czasie i warto wiedzieć, jakie w Polsce i na świecie istnieją alternatywne źródła energii. Warto wspomnieć tutaj o wykorzystywaniu energii słonecznej, geotermalnej, jądrowej, które są jedynie fragmentem rozległego obszaru jakim jest pozyskiwanie energii na świecie.


Jutro natomiast rozpoczynam przygotowania do mojej pracy inżynierskiej, w dużym skrócie - będę badać mikrostrukturę różnego rodzaju powłok zawierających m.in. tlenek krzemu. 
Badania rozpocznę na mikroskopie AFM (mikroskopie sił atomowych), który umożliwia uzyskanie obrazu powierzchni ze zdolnością do rozróżniania pojedynczego atomu dzięki wykorzystaniu sił oddziaływań międzyatomowych. Zapowiada się interesująco :)


pwd. Agnieszka Dąbrowska wędr.
drużynowa 3PgDH "Nawojki" im. J. Potoczek-Pałasińskiej
Studentka III roku Technologii Chemicznej na AGH

Hufiec Harcerek Kraków-Podgórze



środa, 28 maja 2014

Ja vi elsker denne landet...

... czyli jak świętować niepodległość? Przypadek Norwegii.

28 maja, dzień który przypadł mi w blogowym losowaniu 'Świtu` jest nieco nietypowy. Spedzam go w samolocie podróżujac do Londynu na konferencję dotyczacą migracji w szerokopojetym tureckim kontekście. I chociaż ten fakt dobrze oddaje charakter mojego dnia powszedniego, zdecydowalam że podzielę się z Wami innym doświadczeniem, moze dla Was ciekawszym, związanym bliżej z kulturą kraju w którym obecnie mieszkam. Cofnijmy się do 17 maja - norweskiego Dnia Niepodleglości.


17 maj i Bunad. Drammen 2014
Kiedy małopolskie instruktorki debatowały nad wyborem nowej komendantki w Niepołomicach (gratulacje Gosia!), Norwegia pogrążona była w radosnym, biało-czerwono-niebieskim nacjonalistyczym ferworze. Tłumy wyległy na ulicę w narodowych strojach zwanych Bunad by dzielić się radością z niepodległości. Nie było smutnych wieczornic, nikt nie wspominał przegranych wojen, a wesoły nastrój podkręcał narodowy hymn zaczynający się słowami 'Ja, vi elsker denne landet' czyli 'Tak, kochamy ten kraj'. Tacy właśnie są Norwegowie. Mimo że ich historia to pasmo dominacji, najpierw duńskiej, później szwedzkiej, skupiają się wyłącznie na kolorowych punktach historii. Podobnie myślą tez o sobie samych - zawsze w superlatywach, szukając dobrych stron i przymykając oko na słabości.


Wspomniany Bunad to nie tylko strój ludowy. To wyraz tożsamości, zarówno narodowej jak i tej lokalnej. W Norwegii prestiż ma ten, kto pochodzi z wiejskiej farmy i posługuje się lokalnym dialektem. Miastowi niechętnie przyznają się do swojego pochodzenia "z nikąd". Nie lubią także chwalić się swoim bezbarwnym miejskim dialektem. Zupełnie odwrotnie niż w wielu innych krajach Europy. Jak jednak mówi moja koleżanka, badaczka kultury wikingów, Norwegia to nie Europa. Kraj, mimo niespełna 6 mln mieszkańców, ma aż dwa języki urzędowe - bokmål i nynorsk. Na różnice między językami nałóżcie lokalne dialekty i życzcie powodzenia każdemu, kto z wiedzą szkolną próbuje komunikować się w Norwegii. To tak jakby w Polsce wykład z geometrii prowadzony był po śląsku, a zajęcia z fizyki gwarą góralską. Do tego chętnie jeszcze jakaś astronomia po kaszubsku. Tutaj to norma.

Przemarsz parady 17-majowej. Drammen 2014. W Bunadzie chodza i starzy i mlodzi. Drammen 2014

Norweskośc jest powodem do dumy i obejmuje bliski związek z naturą, Søndagstur - niedzielne wycieczki popołudniowe, brunost i østehovel- brązowy ser o smaku karmelu i wynalazek – nóż, a może tarka? do tegoż sera.

Ostehøvel. Zrodlo: http://grunderblogg.blogg.no/

Na co dzień Norwegowie chetnie wcinają mrożoną pizzę Grandiosę, a piatkowa tradycja to Tacos - danie rodem z meksyku. Kultura norweska zatem bogata jest zarówno w elementy rodzime jak i skutki globalizacji, czy tez migracji. Nie przeszkadza to jednak Norwegom być z norweskości dumnym i zgrabnie przemilczać tacos i grandiosę, albo dowodzić, że to wynalazki rdzennie norweskie.

17 maj to zatem nie tylko radosne święto niepodległości, ale i dobre podsumowanie norweskiej dumy obecnej na co dzien. I chociaż czasem, dla obcokrajowców, dumy irytującej, to jednak potrzebnej do budowannia silnej tożsamości narodowej. Takiej "norweskiej" postawy do kraju pochodzenia życzę i Wam i sobie. Być może uda się nam, harcerkom, odczarować smutny klimat nadchodzacego, jesiennego 11 listopada i z czasem zamienimy go w prawdziwie radosne świeto? To w końcu nie rocznica śmierci ofiar wojny, tylko rocznica niepodległości. Co wy na to? J

Zdjecie zrobione zima, zamieszczam ze względu na szpan na rękawiczce. W tle ratusz w Oslo – tutaj co roku przyznaje sie Pokojowa Nagrodę Nobla.


Pozdrowienia z Norwegii,
Phm. Karolina Nikielska-Sekula HR


poniedziałek, 26 maja 2014

Zuchowa niedziela

Cześć wszystkim!

Niedziela zaczęła się nietypowo. W sumie nie wiem kiedy się zaczęła, ponieważ byłam na biwaku z moimi zuchami i jak to często bywa spać poszłam bardzo późno.
Dla usprawnienia przyjmijmy jednak moment pobudki J

Gdzieś we śnie słyszę „wstałam pierwsza”. Chwila skojarzenia i już wiem co się dzieje. Myślę „pewnie jest koło 7, jeśli obudził się jeden zuch, to mogę jeszcze spać”… chciałabym… nie minęło kilka sekund a słyszę kolejne zuchenki. A wraz z nimi tup tup tup tup tup tup i pytanie „druhno, za ile wstajemy?” Pełna optymizmu patrzę na zegarek, a tam …  6 30. „do pobudki jeszcze dwie godziny” – odpowiadam. I proszę o ciszę bo pozostałe 15 zuchów śpi. Cisza trwała przez niecałe pół godziny, kiedy obudziła się reszta gromady.
No cóż mówi się trudno, trzeba wstać. Z zuchami, które się obudziły idę do zuchówki, trochę się bawimy, trochę śpiewamy. Wszystko po to aby jakoś dać szansę na sen pozostałym zuchom.


W końcu pobudka… przebieramy się i dostajemy z Magdą i Weroniką głupawk śpiewając „Lubię podróże” na trzy głosy. W końcu siadamy do śniadania przygotowanego przez zuchy!

Biwak dobiega końca… Wracam do domu biorę kąpiel. Wrzucam pierwsze zdjęcie z biwaku. 
Po obiedzie biorę do ręki Infermo, książkę, którą dostałam niedawno. Jako mol książkowy bardzo szybko czytam, przechodzę przez pierwszy rozdział i … budzę się o 20.

Oprócz mola książkowego jestem śpiochem, który musi się wyspać. Wstaję dziś o 7, pomimo wakacji L, i jadę do Krakowa. W drodze kolejna książka, tym razem o matematyce, a dokładniej o historii matematyki :D (w końcu znalazłam połączenie moich dwóch ulubionych dziedzin) 

Czy wiecie, że najstarsze indyjskie teksty matematyczne są zapisane wierszem? Albo, że prace nad sposobem wyznaczania kierunków świata bardzo wspomogli Arabowie dzięki swojej religii? Rozmyślając o niebezpiecznych cyfrach wracam do domu.

Zapraszam do galerii zdjęć z biwaku J
https://www.facebook.com/5NGZZieloneIskierki


Pwd. Ewa Biernat Wędr
Niepołomicki Hufiec Harcerek i Zuchów Świt
Druzynowa 5 NGZ Zielone Iskierki

sobota, 24 maja 2014

Wakacje

Mogłabym jeszcze długo spać (bo przecież mam już wakacje) ale jest tak piękna pogoda, że szkoda marnować poranek na spanie. Bez chwili wahania wyciągam mój stary rower i zanim zrobi się naprawdę gorąco pędzę do babci na śniadanie.


Już z daleka widać dziadka koszącego trawę w ogrodzie. Chwilę później, ciocie w oknie domu. Pies też ma już chyba wakacje bo (co dziwne) nie szczeka kiedy wchodzę do domu. W kuchni pachnie świeżymi warzywami i rybą. Ciocia kończy już przygotowywać śniadanie więc robię wszystkim herbatę. Potem zbieramy się w jadalni: ja, dziadek, babcia, ciocia i przy posiłku dyskutujemy na rozmaite tematy.


Po powrocie do domu przy kubku kawy mam czas aby poczytać co nieco na temat który ostatnimi czasu bardzo mnie interesuje. Większość z was zapewne zdziwi się widząc taką książkę w moich rękach ale dla mnie to najwspanialszy prezent jaki ostatnio otrzymałam.


Teraz czas dla „Myszy”- jak co tydzień trzeba posprzątać klatkę, wymienić wodę i żwirek, dosypać świeżego pokarmu.


Moje zwierzątko to tak naprawdę nie mysz ale pani szczurek. Stworzenie to jest niezmiernie mądre, śliczne i kochane więc każdego kto miał kiedykolwiek jakieś obiekcje do szczurów serdecznie zachęcam do ich poznania.


Już 12:00 więc czasu ruszać z przyjaciółkami do Krakowa na zakupy.


Po zakupach spotkanie z Anią: shake, ploteczki...


Następnym przystankiem jest szkoła muzyczna na Basztowej – koleżanka zdaje dziś egzamin z  fortepianu. 


Koncert sprawia że wszyscy mają ciarki i gęsią skórkę, a Monika otrzymuje ocenę bardzo dobrą na świadectwie kończącym II stopień. Później wszyscy składamy Moni gratulację i razem idziemy na miasto aby trochę razem po świętować.


Dochodzi 20:00 a więc mój chłopak kończy pracę i zabiera mnie na spacer po starym mieście. Jesteśmy już trochę zmęczeni ale obydwoje kochamy Kraków więc sprawia nam to ogromną przyjemność. Powoli robi się ciemno i zapalają się latarnie ale nadal jest bardzo ciepło.

Po powrocie do domu moje łóżko jest już wygrzane przez mojego kota. A jeśli ktoś się zastanawia czy mam w domu jeszcze jakieś zwierzaki to tak, mam jeszcze żółwia, 5 patyczaków i psa.


A na koniec dnia jeszcze kilka załatwień, mailów i w końcu można położyć się do łóżka, przeczytać jeszcze rozdział książki, która towarzyszyła mi przez cały dzień i spokojnie zasnąć.



Pwd. Gabrysia Zielonka wędr.
Drużynowa 7 NDH Szatra
Niepołomicki Hufiec Harcerek i Zuchów Świt