poniedziałek, 27 października 2014

Sen jest dla słabych

Jak mówi chłopak mojej siostry ,,sen jest dla słabych”. Czyli o wtorku we czwartek.
Długo zbierałam się do  opisania swojego dnia. Wreszcie się udało.
Jest wtorek 21.10. Budzę się o 3:55. Podnoszę głowę, parzę na okno- ciemno, brzydko. Nie wstaje. Po chwili jednak przypominam sobie, że dziś jest ten dzień, do którego przygotowywałam się od dawna. Ostatnie 2 tygodnie były bardzo intensywne. Dziś audyt SGS zintegrowanych systemów BHP i OŚ, sprawdzają zgodność norm OHSAS 18001 i ISO 14001. Strasznie brzmi, prawda? O 4:20 wygrzebuje się z łóżka. Dnia poprzedniego, a tak naprawdę jakoś około północy postanowiłam, że skoro audyt zaczyna się o 8;00, to pojawie się w pracy o 6:00,  aby dokończyć tematy, których nie udało się zamknąć w poniedziałek. Na szczęście przygotowałam sobie ubrania przed spaniem. Muszę się jakoś ładniej ubrać i uczesać, bo w końcu przyjedzie dwóch ważniaków w garniturach. O 5:15 jestem już w autobusie i podążam do Skawiny. O tej godzinie, licząc dwie przesiadki, jadę jakieś 40 minut. Normalnie ponad godzinę, a w godzinach szczytu nawet 1,5- 2 h. Dojeżdżam do Skawiny. Jest ok. 6:00. Biedronka, którą codziennie mijam jest dopiero czynna od 7:00, więc muszę się dziś obejść bez soku. Jako, że firma w której pracuje,  rozbudowuje się na potęgę, muszę przejść przez klaustrofobiczny tunel między dwoma placami budów.  Jestem jedną z trzech osób w biurze. Od razu biorę się do pracy. A tak, o tym jeszcze nie wspomniałam. Odbywam staż w dziale prawnym, BHP i OŚ w Valeo w Skawinie. Miał to być tylko staż na wakacje… Pracuję już tam od sierpnia 2013r. Lubię swoją pracę. Mam świetnych przełożonych. Nie dadzą mi krzywdy zrobić. I to chyba ze względu na nich tak dobrze mi się tam pracuję i jakoś daję radę godzić to ze studiami. Wracając do wcześniejszego wątku. Chodzę po biurze z zawrotną prędkością. Jest mi nawet trochę głupio i zastanawiam się jakim muszę być pociesznym widokiem o 6:00 rano we wtorek. Czas nieubłaganie mija. O 7:30 przychodzi Bogusia, moja bezpośrednia przełożona. Szybka wymiana informacji i dalej do pracy. No i ładnie… 8:00 spotkanie rozpoczynające audyt, a ja mam jeszcze tyle pracy, że się nie wyrobie.( Jest taka zasada, że na każde takie spotkanie są zapraszani managerowie, osoby odpowiedzialne za dany dział, który będzie audytowany i Dyrektor.)  Nie poszłam. Cóż zrobić. Może innym razem. Znowu biegnę do drukarki, aby odebrać potrzebny mi dokument. I nagle słyszę bardzo donośny głos Dyrektora ,,Agata, dlaczego nie było Cię na spotkaniu otwierającym. Najważniejszej osoby!” Dosłownie zrobiłam się czerwona, nie wiedziałam co odpowiedzieć. ,,Bo ja mam jeszcze strasznie dużo pracy”- próbowałam się wytłumaczyć z niewinnym wyrazem twarzy, totalnie wybita z rytmu. I po prostu pobiegłam dalej, zamiast się zatrzymać. Co za wstyd. Po tym tekście można wywnioskować, że jestem jakąś szychą. Nie, nic bardziej mylnego. Po prostu przed audytem wysłałam masę e-maili do całego Zakładu w związku z wizytacją. Plus, to ja wysyłałam zaproszenie w imieniu Wojtka- managera naszego działu- na spotkanie otwierające. I nie przyszłam na spotkanie, którego byłam organizatorem. Zabawne. Mimo wszystko miło było usłyszeć taki tekst z ust Dyrektora. Chyba mnie lubi, bo na innych krzyczy, a na mnie nie. Specyficzna osoba. Tak, jest się czym chwalić.
Szybki obchód po Zakładzie z audytorami. Wiecie jak miło się robi człowiekowi, jak audytor sprawdza daną rzecz, dokument i nie ma się do czego przyczepić? Widziałam jak Wojtek patrzył z rozbawieniem na moją dumną minę.
Audyt leci powoli. Wykręcam się od siedzenia w jednej sali konferencyjnej ze wszystkimi i wracam do biurka. Tam mogę jeszcze trochę popracować.
Jest 13:00, wybieramy się na lunch.  Czas szybko mija. Jest 14:00, zbieram się na zajęcia. ( Jedną z niewielu rzeczy, która podoba mi się w organizacji prawa na UJ, to to, że można samemu wybrać sobie przedmioty i ustalić plan zajęć). Jeszcze przed wyjściem udaje mi się wykręcić z kolacji biznesowej z audytorami. Zajęcia do późna, spotkanie z hufcową.  Ciężko byłoby pogodzić wszystko. Pójść na zajęcia, spotkać się z Gosią, jeszcze w międzyczasie wrócić do domu, przebrać się i polecieć na kolację. Poza tym oprócz dobrego jedzenia nie ma nic specjalnego w takich kolacjach.
Czeka mnie godzinna podróż w MPK, tym razem tylko z  jedną  przesiadką na Czerwonych Makach. Nauczyłam się wykorzystywać swój czas do granic możliwości. Mam taką zasadę, że jadąc do pracy czytam  książkę, a wracając z niej uczę się na zajęcia. Często udaje mi się przeczytać w komunikacji miejskiej jedną książkę na tydzień.
Wreszcie docieram na ćwiczenia z Prawa pracy. O wiele przyjemniej uczy się o czymś, o czym ma się jakieś pojęcie. Dzięki mojej pracy mam teraz pewien komfort. Później czekają mnie ćwiczenia z Prawa Prywatnego Międzynarodowego. Strasznie lubię ten przedmiot, może dlatego że prowadzący jest konkretny i rzeczowy. O 19:00 umówiłam się z moją hufcową Gosią Porębską w cafe Magia przy Placu Mariackim. Wreszcie pojawia się Gosia, zaczyna się dluuuuga rozmowa. Wyciągnęłam nawet kalendarz, aby notować sobie najważniejsze rzeczy. Po 21:00 zbieramy się do domu. Idąc z przystanku do domu dzwonie do najbardziej wyrozumiałej osoby w moim zabieganym życiu. Jednak po 3 minutach rozmowy muszę zrezygnować z rozmowy z Tomkiem, bo trzęsę się z zimna i nie jestem w stanie normalnie mówić.
Na Płaszów docieram  ok. 21:40. W domu panuję totalna cisza. Wszyscy śpią. Tak to jest jak ma się młodsze rodzeństwo. Jestem już trochę zmęczona po całym dniu, ale musze odpisać na kilka harcerskich e-maili, dodatkowo czeka mnie nauka na prawniczy francuski. Nie wiem dlaczego, ale wymarzyłam sobie, że kiedyś będę pracować w Ambasadzie francuskiej. Z tego co pamiętam już wieku 6 lat wymarzyłam sobie prawo. Zawsze podobało mi się jak dziadek siedział w kancelarii, jeździł na sprawy lub wieczorami siedział nad stertą papierów. Dziś marzy mi się ambasada. Dlatego też za rok zamierzam zapisać się do Szkoły Prawa Francuskiego.
Jest już strasznie późno. Wreszcie znajduję czas, aby oddzwonić do Tomka. Daje mi się wygadać, podzielić emocjami z całego audytu. Natomiast ja muszę wysłuchać kilku mądrych zdań na temat tego, że powinnam więcej o siebie dbać i więcej spać. A ja niestety za każdym razem odpowiadam, że nie potrafię i nie mogę sobie na to pozwolić, bo po  prostu na obecną chwilę się nie da. Rozmowa pochłonęła trochę czasu. Jest już 1:00, a to oznacza, że zostało mi 4 godziny na sen. Jutro druga część audytu. Biorę szybki prysznic, wskakuje do łóżka. Cudowne uczucie, kiedy wreszcie można chwilę odpocząć.  Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Ciekawostka: ostatnio czytałam na temat urządzenia, którego twórcami są polscy studenci. Jest to specjalna elektroniczna maska, która sprawia, że zamiast 7 godzin snu może nam wystarczyć zaledwie 2-3 godziny.
,, W jaki sposób działa urządzenie? W obudowie umieszczono specjalistyczne układy, które analizują fale mózgowe, ruchy gałek ocznych, ruchy mięśni twarzy i inne dane. Te przesyłane są bezprzewodowo do smartfona. Na tej podstawie specjalne oprogramowanie tworzy swego rodzaju mapę naszego snu. Zadaniem maski jest zmiana naszego snu z "monocyklicznego" na "policykliczny". W pierwszym przypadku do osiągnięcia fazy REM (w której nasz mózg się regeneruje) potrzebujemy nawet 90 min. W przypadku snu polifazowego fazę REM osiągamy niemal natychmiast.(…) Maska spełnia też jeszcze jedną funkcję znaną z wielu aplikacji na smartfony - obudzi nas w odpowiedniej fazie snu - wtedy kiedy wyjdziemy z fazy REM. Jak wiadomo moment wybudzenia ma kluczowe znaczenie dla naszego samopoczucia - wybudzenie z głębokiego snu może skończyć się poczuciem niewyspania, rozbicia. Najlepiej dla naszego organizmu jest budzić się kiedy sen jest płytki. NeuroOn pomoże nam włączając alarm w odpowiednim momencie.”
Od tego momentu zapragnęłam to mieć!



pwd. Agata Andrzejewska HR
drużynowa 28 KDH Buki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz